Uczestnicy o wyjazdach

Świadectwo Pawła

(uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Jadąc na wyjazd z inicjatywy “Męskie Tatry” miałem w sercu intencję i nadzieję poprawy relacji z Panem Bogiem i z moją żoną. Czułem w swoim sumieniu, że obie wymienione relacje zaniedbuje w życiu codziennym, z powodu tanich wymówek typu: Nie mam czasu, ciągle się będę tłumaczyć/spowiadać, albo co ja mogę takiego mądrego powiedzieć Panu Bogu czy mojej żonie? Dla Pana Boga miałem często czas tylko w niedziele podczas Mszy świętej. Skąpiłem Panu Bogu czasu na codzienną modlitwę lub kiedy jest ku temu okazja na rozmowę przed Najświętszym Sakramentem. Przed rozmową z żoną często uciekałem się w media: telewizję, internet powszechnie znane jako złodzieje czasu. Z czasem odkryłem że nie potrafię się już cieszyć z obecności żony, z jej słów, uśmiechu, podobnie jak z obecności Pana Boga w Najświętszym Sakramencie. Powstał też w mojej głowie “kryzys męskości”, który skutkował tym, że uciekałem przed problemami (udając że ich nie ma) i braniem odpowiedzialności za nasze małżeństwo. Wiem że mężczyzna powinien być podporą i nie powinien uciekać ale zmierzyć się z problemami. Znamienne jest zdania mojej żony, która często powtarza że: “zawsze się czegoś boję“. Istotnie często odczuwam i czuje w sercu niepokój o jutro, o nasze jutro. Stan ten jest dla mnie ciężarem. Jednak aby się zmierzyć z problemami, trzeba mieć duchową siłę i wolę walki która pochodzi od Boga. Chciałem, aby ten wyjazd nie był kolejną ucieczką ale natchnieniem i nabraniem Ducha, odzyskaniem wiary w Boga i w siebie, sens i moc sakramentu małżeństwa na kolejne, daj Boże lata naszego życia. Dlatego ogromną radość w sercu sprawiła mi możliwość uczestnictwa w porannej Mszy świętej o godz. 7:00 w Sanktuarium na Krzeptówkach. Czułem po Mszy świętej pewność, że wychodzimy w Tatry z Bożym Błogosławieństwem. Każdy z nas mógł dać świadectwo swojej wiary, publicznie, wspólnie się modląc na Tatrzańskich szlakach Różańcem lub Koronką do Bożego Miłosierdzia. Samo napisanie świadectwa było dla mnie też dylematem z serii: czy warto czy nie warto to pisać? Największą dumę czułem odmawiając wspólnie z chłopakami Koronkę do Bożego Miłosierdzia na szczycie Giewontu! Cieszyłem się, że mogliśmy podziękować Panu Bogu za Jego obecność i opiekę przed Najświętszym Sakramentem podczas Wieczorów Uwielbienia. Każdy z nas przecież konkretne intencje i potrzeby serca. Mogłem też zachwycić się pięknem przyrody i na nowo uświadomić sobie, że można Pana Boga spotkać w Jego dziełach, promieniach słońca, szumie górskiego potoku… Zatęskniłem też za żoną i zapragnąłem, aby ze mną mogła zachwycić się tym samym pięknem przyrody, doceniając też na nowo jakie piękno mam obok siebie. Dziękuję za tą inicjatywę i mam nadzieję że z Bożym Błogosławieństwem będzie się nadal rozwijać.


Świadectwo Piotra

(uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Tatry Po Męsku 2017 były moim pierwszym wyjazdem tego typu. Cieszę się mogłem uczestniczyć we wspólnej wędrówce oraz modlitwie z tak wspaniałymi ludźmi. Był to dla mnie czas, w którym mogłem przemyśleć sporo spraw duchowych oraz porządnie się zmęczyć. Z chęcią, jeżeli Bóg da, wezmę udział w kolejnych edycjach. Niech Pan Bóg błogosławi Mirkowi, aby wytrwał tej formie głoszenia dobrej nowiny.


Świadectwo Marka

(uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Drugi raz brałem udział w rekolekcjach pod tytułem TATRY PO MĘSKU. Jest to dla mnie wspaniały czas. Chodzić po górach modlić się i śpiewać jak JAN PAWEŁ DRUGI. Z trzydziestoma świetnymi facetami dawać świadectwo swoją postawą i jednocześnie budować i wzmacniać swoją wiarę i miłość do PANA. Polecam z całego serca ( nie pożałujesz ) !


Świadectwo Zbyszka

(uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

We wrześniu miałem ZASZCZYT uczestniczyć w wyjeździe “Tatry po męsku”, był to mój drugi wyjazd i jak Pan Bóg pozwoli to nie ostatni. Wiele miałem wątpliwości zarówno jadąc pierwszy raz jak i drugi. Pierwszy raz jechałem sam. Mieszkam na Dolnym Śląsku i miałem do pokonania kawałek drogi. Bałem się jak mnie przyjmą inni uczestnicy, ale o dziwo wszyscy byli mili życzliwi z tą samą pasją. Nigdy nie przeżyłem tak wspaniałej przygody duchowej i fizycznej. Spotkanie z Jezusem, modlitwa szczególnie w górach, gdzie ludzie różnie się patrzyli, jedni przyłączali się inni spuszczali głowy przechodząc obok. Przy naszej modlitwie wszystkie gwary, szmery i głośne rozmowy cichły. Konferencje wspaniałego ks. Bogdana, wieczór uwielbienia, ciężko wymieniać wszystko…. tyle radości, pogody ducha. Drugi raz biegłem dosłownie jak do domu Mamy, której długo nie widziałem. Radość ze spotkania wszystkich uczestników i relacje między nami bez żadnych oporów jak byśmy się znali od lat, jedni bracia w wierze, uczenie się pokory i posłuszeństwa, przyjęcie tego co jest planowane nie raz” z marszu” …. dziękuję wszystkim uczestnikom za atmosferę, rozmowy rady. Dzięki Mirku za pomysł jesteś wielki i wszystkim którzy ci pomagali.


Świadectwo Kuby

(uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Jakiś czas temu miałem okazję poznać wspaniałego kapłana, człowieka pełnego pasji, który podczas rozmów i kazań podkreślał rolę podejmowania wyzwań w życiu mężczyzny. Z takim właśnie nastawieniem zdecydowałem się na ten wyjazd.

Tuż przed nim pojawiły się jednak pewne wątpliwości, które nasiliły się podczas górskiej wędrówki. Mimo, że nie było to moje pierwsze podejście na ten szczyt, mimo, że zdarzało mi się już wcześniej chodzić trasami trudniejszymi, to połączenie trochę gorszej kondycji fizycznej tego lata, niewyspania i (głównie) blokady psychicznej spowodowało, że chwilami naprawdę zastanawiałem się, czy nie powinienem się wycofać. I właśnie w tym miejscu Pan Bóg postanowił odrobić ze mną ważną lekcję 🙂

Od jakiegoś czasu czułem, co zresztą zauważali też moi znajomi, że zrobiłem się trochę “nadwrażliwy”, szukałem wymówek, żeby uniknąć wzięcia się do roboty i narzekałem, kiedy tylko pojawiały się problemy. Od ważnych zadań zdarzało mi się uciekać w świat wirtualny, zrezygnowałem z pracy, w której sobie nie radziłem, kiedy trzeba było po prostu nie panikować i dać sobie więcej czasu na wdrożenie. Cała ta wycieczka w góry była doskonałym symbolem tego, co się działo – tego, że bardziej zwracałem uwagę na to, co może pójść nie tak, szukając wymówek, żeby zrezygnować. Tymczasem Pan Bóg konsekwentnie dawał mi do zrozumienia, że z “Jego strony” wszystko jest w porządku, że nie zabraknie mi ani sił, ani zdolności, ani łaski, a brakuje jedynie zaufania i mojego zdecydowanego działania. I tym właśnie było dla mnie wejście na szczyt – lekcją praktycznego zaufania; nie deklaratywnego, ale takiego, w którym Pan Bóg mówi jasno i wyraźnie “Ja Jestem”, ale jednocześnie nie zabiera w cudowny sposób zmęczenia, niewyspania, bólu nóg i kryzysów na szlaku. Że owszem, może to zrobić, ale w mojej sytuacji więcej się nauczę, jeśli zwyczajnie zacisnę zęby i pomimo tego wszystkiego, co wcale nie jest przyjemne, wejdę tam, gdzie mam wejść i zrobię to, co wiem, że powinienem zrobić. To jest droga, do której czuję się wezwany, a którą ten wyjazd pomógł mi zrozumieć w praktycznych okolicznościach – żeby żyć według słów św. Ignacego: “Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła”. A to, że w pełni udało mi się zrealizować plan wycieczki, wejść, zejść i zachować nawet trochę sił na wieczór, zamiast paść ze zmęczenia, utwierdziło mnie w przekonaniu, że DA SIĘ.

Oczywiście, podobne lekcje odrabia się najlepiej właśnie w takim klimacie, jakiego można doświadczyć podczas “Tatr po męsku” – wspaniali ludzie, wzajemna motywacja, wspólna modlitwa, życzliwość ludzi spotykanych na szlaku i sióstr w naszej bazie wypadowej, głośne, wesołe rozmowy przy herbacie i cisza kaplicy po powrocie z gór. Jeżeli czujesz, że ciebie też serce wzywa do tego wyjazdu – serdecznie polecam!


Świadectwo Michała 

(uczestnik Tatry Po Męsku 2017, student Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego)

Sierpniowy wyjazd “Tatry po męsku” zapamiętam na zawsze. Byłem zapisany pół roku wcześniej i czułem gdzieś głęboko w sercu, że to będzie czas, kiedy moje życie się zmieni. Właśnie dzięki temu uczuciu, nie zrezygnowałem z niego, kiedy nie chcieli mnie puścić w pracy. Byłem gotowy nawet się zwolnić, żeby tam jechać, chociaż nie miałem pojęcia, co mnie czeka. Udało się. Wyjechałem. Moje życie się odmieniło. Usłyszałem Pana Boga, zrozumiałem, czego ode mnie chce. Modliłem się za nasz kraj, władze, rodziny i wszystkich potrzebujących. Miałem możliwość zaprezentować Chrystusa oraz Jana Pawła II w górach. Niesamowity, fantastyczny czas w gronie prawdziwych mężczyzn. Mam nadzieję, że kiedyś uda się ściągnąć więcej mężczyzn z Warszawy.


Świadectwo Adama

(uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Wyprawa w góry podczas akcji TATRY PO MĘSKU to dla mnie coś niezwykłego. Nigdy nie sądziłem, że uda mi się zobaczyć góry, co najważniejsze zdobyć jakiś szczyt. Nie byłem w górach w swoim życiu. To był mój pierwszy raz. Przejechałem dosłownie całą Polskę, by przeżyć te wspaniałą przygodę. Jestem osobą niepełnosprawną ale też taką, która chce łamać stereotyp, że osoby niepełnosprawne nic nie mogą. To nieprawda. Jeżeli człowiek czegoś bardzo chce to może spełniać swoje marzenia. Ja jestem tego dobrym przykładem. Było ciężko, nie ukrywam, ale dzięki ludziom, tej całej atmosferze zapomniałem o swojej niepełnosprawności i pokonałem to, co zawsze wydawało mi się niemożliwe. Zdobyłem Sarnią Skałę. To szczyt o wysokości 1377 m n.p.m. dla niektórych to może być łatwy szczyt do zdobycia, dla mnie nie był. Udało się na niego wdrapać. Droga ciężka, wyboista, śliska. Nie przeszkodziło mi to. Miałem dość pod sam koniec ale wszedłem. A tam relaks po ciężkiej wyprawie. Kiedy już zszedłem gratulowali mi moi współtowarzysze. Nikt nie myślał, że jestem niepełnosprawny. Zamierzam jeszcze kiedyś wziąć udział w tej inicjatywie. Dzięki temu nadal można pokazywać ludziom, że jeżeli się chce to można wszystko zrobić.

Nie bójcie się mówić ludziom o swoich problemach, o swoich marzeniach. Są ludzie, którzy wam pomogą. Trzeba w to uwierzyć. Co najważniejsze trzeba uwierzyć w samego siebie.


Świadectwo Mirka

(inicjator Tatr Po Męsku)

Mam na imię Mirek, jestem żonaty, mam dwie córki, mieszkam w Wodzisławiu Śląskim. Chcę podzielić się z Wami świadectwem jak dzięki modlitwie wspólnoty „Głos na pustyni” powstawała nowa Boża inicjatywa ,,Tatry po Męsku”.

W roku 2012 zostałem poproszony żeby zorganizować męską wyprawę w Tatry. We wrześniu 2013 r. zrealizowałem plan i podjąłem się organizacji tego wyjazdu. W górach przyszła myśl, żeby się pomodlić na różańcu, tak publicznie, przy turystach. Widzieliśmy zdziwienie wielu ludzi. Robili nam zdjęcia i widać było, że odbiór jest bardzo pozytywny. Na drugi dzień podczas niedzielnej Mszy św. kazanie mówił ks. Piotr Pawlukiewicz. Usłyszeliśmy wtedy takie słowa ,,I gdzie są ci mężczyźni, którzy jak Jan Paweł II chodzą z różańcem w ręku po górach i się modlą”. Czułem mocno to wezwanie.

W roku 2014 pojechało nas trzynastu mężczyzn. Przy zapisach nie zależało mi na tym, żeby Ci, którzy pojadą w Tatry byli koniecznie „blisko Boga”, ale by byli też tacy, którzy stracili Go z oczu. To był dobry czas dla tych ludzi.

W kolejnym 2015 roku też szykowaliśmy wyjazd w góry. W maju byłem uczestnikiem na Kongresie Nowej Ewangelizacji, jednak zanim tam pojechałem poprosiłem mojego ks. proboszcza o błogosławieństwo. Chwilę porozmawialiśmy na temat wyjazdów w Tatry. Prosiłem o ogłoszenie tej inicjatywy w parafii. Bóg miał jednak inny plan. Ksiądz odmówił i zaproponował żebym uzyskał zgodę z kurii diecezjalnej. Wszystko zawierzyłem Jezusowi. Posłusznie przyjąłem to do wiadomości i tak trochę przez przypadek 😉 już na drugi dzień rozmawiałem z ks. biskupem Grzegorzem Rysiem . Opowiedziałem jak powstawała ta inicjatywa w Tatrach. Ks. biskup wtedy powiedział ,, A wiesz ty chłopie, że dwa lata temu ze wspólnotą „Głos Na Pustyni” modliliśmy się o dzieło Jana Pawła II w Tatrach? ”. Biskup Ryś pobłogosławił temu dziełu i mnie w tej inicjatywie. Czułem jak rosną mi skrzydła do pracy z JEZUSEM :-D. Zaproponował żebym poprosił o zgodę w mojej diecezji (katowicka) ks. biskupa Adama Wodarczyka. Tak się też stało. Biskup Adam wyraził zgodę i z radością pobłogosławił tej inicjatywie.

Do współpracy poprosiłem też ks. Bogdana Kanię. Jest on moderatorem ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Katowickiej oraz rektorem kaplicy św. Barbary przy Silesia City Center w Katowicach. Zgodził się zostać naszym duchowym przewodnikiem.

Modlitwa wspólnoty „Głos na pustyni” dotyka Serca Boga, a Bóg dzięki tej modlitwie dotyka swoim Miłosierdziem serc wielu ludzi. Dziękuję Jezusowi za Was i za Waszą wspólnotę, dzięki której zrodziła się ta inicjatywa ewangelizacyjna.


Świadectwo Jarka

Wszystko zaczęło się w zeszłym roku. Moi dwaj bracia pojechali na wrześniowe „Tatry po męsku” i postanowiłem sobie, że za rok ja również pojadę.

Kończyły się tegoroczne wakacje, zbliżał się wrzesień, jednak starszy brat nic nie wspominał o wyjeździe. Okazało się, że nie planował uczestniczyć w „Tatrach…”, ale obiecał, że skontaktuje się z Mirkiem (organizatorem) i podpyta, czy są jeszcze jakieś wolne miejsca. Niestety lista była już pełna i zostaliśmy wpisani na rezerwową. Ale poczułem wtedy, że jeśli mam tam jechać, to miejsce na pewno się znajdzie. Parę dni później okazało się, że jest miejsce dla jednej osoby, jednak ja nie byłem zdecydowany, żeby pojechać samemu z grupą obcych mi osób i na to jedno wolne miejsce wpisał się mój brat. Ale Panu Bogu chyba zależało, żebym tam pojechał i na dwa tygodnie przed wyjazdem okazało się, że i dla mnie jest miejsce. Jednak moje wyobrażenia były inne, myślałem, że jest to po prostu męski wypad w góry, nie wiedziałem, że będą organizowane wieczory modlitewne (od zawsze jakoś unikałem tego typu „spotkań”, uważałem, że to nie dla mnie). Ale dobrze na tym wyszedłem…

Po sobotnim wieczorze uwielbienia zostaliśmy w jadalni w małym gronie i wtedy Mirek powiedział mi, że jeśli nie chcę, to nie muszę mówić, ale on wie, że mocno poruszyła mnie modlitwa, że się wzruszyłem…i że to jeszcze nie koniec (wszak przed nami była jeszcze niedzielna Eucharystia i czas świadectw). Miał rację, poczułem podczas modlitwy, że mam mieć jakiś czynny udział w życiu Kościoła (Wspólnoty), ale nie mam pojęcia jaki…Doświadczyłem również, że Pan Jezus uzdrawia mnie z mojego nałogu i oczyszcza moje serce. Następnego dnia po Mszy Świętej wsłuchiwałem się w świadectwa innych, jednak nie miałem odwagi opowiedzieć o moim sobotnim przeżyciu.

Przed samym wyjazdem podszedł do mnie Mirek aby porozmawiać. Powiedział mi, abym nie zostawił tego, co wczoraj przeżyłem, samemu sobie, że Jezus mnie zaprasza. Mam nie odrzucać tego zaproszenia i we wspólnocie świadczyć o Jezusie. Ja zawsze jednak omijałem wszelkiego rodzaju wspólnoty/spotkania/rekolekcje, gdyż nie przepadam za wystąpieniami publicznymi a obawiałem się, że tego rodzaju spotkania wymagają „czynnego” udziału w dyskusjach. Mirek jednak przekonał mnie, że moje świadectwo może być naprawdę „MOCNE”. Powiedział mi również, że radość i wzruszenie jakie czuję są znakami Ducha Świętego, który jest we mnie i mam się nie bać głosić Ewangelię.

Jestem osobą wierzącą, uczestniczę co niedzielę we Mszy Świętej, przyjmuję sakramenty, codziennie modlimy się wspólnie z całą rodziną, jednak dopiero ten wyjazd ożywił na nowo moją wiarę. Każdego dnia znajduję czas na lekturę Pisma Świętego. Poczułem również, że powinienem założyć z powrotem szkaplerz sukienny, który jakiś czas temu wymieniłem na wygodniejszy medalik szkaplerzny.

Tydzień po naszym wyjeździe w Tatry uczestniczyłem w Wieczorze Uwielbienia, na który zaprosił nas jeden z uczestników „Tatr po męsku”. I tam ponownie usłyszałem słowa, abym nie bał się świadczyć innym o Panu Bogu. I to upewniło mnie, że ma powstać to świadectwo, które teraz czytasz…