Uczestnicy o wyjazdach

Irek  (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Najważniejsze było dla mnie nie to z czym idę w góry ale z czym wrócę. To był czas kiedy czułem jak ważny jestem dla mojego syna ale też sam poczułem jak bardzo kochany jestem przez Boga. Te uczucia przywiozłem z gór. Dziękuję Ojcze, że mogliśmy tam być.


Łukasz (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

“Warto było pojechać. Jeszcze nie wiem jak bardzo zmieni się moje życie po tym wyjeździe. Nie ma potrzeby rozpisywać się na temat organizacji “Tatr po męsku”- to wszystko było piękne, dobrze zaplanowane. Nie było miejsca na jakiekolwiek niedociągnięcia. Każda spędzona tam chwila, to był niesamowity dar dla duszy i ciała. Organizatorzy starannie wszystko zaplanowali. Siostry zadbały o pyszne jedzenie, a ksiądz był łącznikiem między niebem a ziemią. Właśnie tak to zapamiętam. Jest jeszcze coś. Ludzie których tam poznałem i sytuacje w których się znalazłem, uświadomiły mi jak daleko byłem od Boga. Jak bardzo wmawiałem sobie że jestem blisko… Pierwszy raz od dawien dawna zrozumiałem co Bóg do mnie mówi. Właśnie tam poczułem jego bliskość. Jestem katolikiem, ale czy kiedykolwiek modliłem się na głos na szlaku? Czy kiedykolwiek szedłem z krzyżem na piersi z dumą i z radością w sercu? Czy kiedykolwiek wcześniej miałem w sobie odwagę by wykrzyczeć że- tak! Jestem dzieckiem Boga! “Tatry po męsku” otworzyły moje serce. Sprawiły że chcę być bliżej Pana… Tatry po męsku nie uczyniły mnie lepszym człowiekiem. Ale sprawiły że chce nim być. Sprawiły że bardziej się staram, że szukam Boga każdego dnia i w każdej chwili chcę oddawać mu cześć. Dziękuję wszystkim którzy poświęcili swój czas i wysiłek by stworzyć to piękne dzieło. Pomogliście mi się zbliżyć do Pana. Dziękuję uczestnikom za każdą rozmowę. Dziękuję księdzu za słowo Boże, za piękną msze na Wiktorówce i każde słowo które trafiało prosto w serce. Minął już miesiąc od tamtego wyjazdu. A ja sercem i duszą wciąż tam jestem i chcę tam zostać. Jeszcze raz dziękuję…”


Paweł  (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Inicjatywa “Tatry po męsku” w której miałem przyjemność po raz drugi uczestniczyć, kolejny raz “obaliła” w mojej głowie “mit” mężczyzny kreowanego przez dzisiejsze media i kulturę. Mężczyzny typu “macho” gruboskórnego, pozbawionego uczuć i empatii, nie okazującego emocji i nie rozmawiającego o swoich uczuciach, rozterkach, słabościach. Ponadto ta szczytna inicjatywa obala kolejny “stereotyp” mężczyzny, który dobrze się bawi i “otwiera się” tylko podczas spożywania alkoholu. Nic bardziej mylnego. “Tatry po męsku” udowadniają, że można spędzać czas w męskim gronie, śmiać się, żartować, odpoczywać przy kawie i herbatce.

Choć sam wyjazd, jak wszystko co dobre, szybko się kończy, jest dość krótki ale rzeczowy i intensywny. Jako inicjatywa ogólnopolska, gromadzi mężczyzn z różnych zakątków kraju i za granicy z różnych środowisk. Można na nim doświadczyć “męskiej jedności” i “braterstwa”; stołu, przeżywania trudów wspólnej drogi, wędrówki po górskich szlakach, wspólnoty dzielenia się swoimi przeżyciami, swojego wnętrza z zachowaniem wolności. Na “Tatrach po męsku” można zdjąć te wszystkie “maski”, których boimy się zdejmować
na co dzień, odsłonić swojego wnętrza. Pan Jezus, Dobry pasterz i lekarz duszy, na codziennej Eucharystii, Wieczorach Uwielbienia pomaga dotrzeć do naszego wnętrza.

“Tatry po Męsku” przede wszystkim jako inicjatywa Ewangelizacyjna są też konkretną odpowiedzią na Ewangeliczne wezwanie Pana Jezusa “Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” (Mk 16,15). Nie polega na zamknięciu się w “czterech ścianach”, tylko na wychodzeniu do ludzi spotkanych na tatrzańskich szlakach. Polega na dawaniu publicznego świadectwo wiary. Z tym na co dzień, bywa różnie, jesteśmy bowiem sami ograniczeni słabościami, różnymi lękami przed ośmieszeniem i społecznym ostracyzmem, nie zawsze stać na dobre świadectwo wiary, na które chcielibyśmy się zdobyć. Świadectwo jest dawane poprzez wspólną modlitwę (Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia) na górskich szlakach. Co więcej, świadectwo to nie dzieli ale przyciąga mijanych turystów, często proszących o modlitwę lub przyłączających się spontanicznie do wspólnej modlitwy. Serce rośnie, duch mężnieje, kiedy można zobaczyć swojego brata modlącego się obok, ramie w ramie ze mną w intencji, która łączy a nie dzieli. Uważam że uśmiech, ludzka życzliwość jest również Bożym działaniem. Można zauważyć, i uważam to za piękne zjawisko prawidłowości w górach wobec ich majestatu, żywiołu polegającego na tym że w górach jesteśmy wszyscy równi, jesteśmy siostrą i bratem. Bez względu na status społeczny, w górach łatwiej nam jest się uśmiechnąć do drugiego człowieka, przeżywającego ten sam trud drogi, podzielić dobrem, niż na ulicy w mieście. Może dlatego, że mamy czas na przemyślenia, czas który płynie w górach wolniej, może właśnie dlatego, że stajemy wobec piękna Bożego stworzenia, do którego każdy z nas ma równe prawo kontemplacji.

Dziękuję Panu Bogu, żonie, za możliwość uczestnictwa w inicjatywie “Tatry po męsku”. Jeszcze raz dziękuję za okazaną życzliwość, życzę dalszego rozwoju tej inicjatywy o nowe grupy wspólnotowe i pomysły Ewangelizacyjne. Chwała Panu.


Jan (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Wiedziałem po co tam jadę ale przyznaję, że rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Atmosfera była wspaniała i serdeczne podziękowania za to należą się Księdzu, naszemu duchowemu mentorowi za wspaniały, przeplatany humorem przekaz, sprawowanie Eucharystii i prowadzenie nabożeństw, Siostrom, za smaczną, domową strawę a przede wszystkim organizatorowi, Mirkowi, za pomysł i zaangażowanie.


Rafał (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Witajcie, jestem ojcem dwójki wspaniałych dzieci, mężem mojej żony 🙂 . Od jakiegoś czasu nie umiałem się dogadać z moją żoną, dzieci mnie drażniły mimo, iż spędzałem z nimi dużo czasu i nie dawałem im poznać, że jest coś nie tak. Do żony miałem wieczne pretensje tak naprawdę o błahostki, a robiłem z tego wielkie problemy.

Na początku tego roku stwierdziłem, że muszę coś ze sobą zrobić, bo inaczej długo tak nasza rodzina nie pociągnie. Chciałem gdzieś wyjechać sam bez rodziny, ale nie ze znajomymi, tylko gdzieś, gdzie mnie nikt nie zna, gdzie będę mógł oderwać się od moich „problemów”. Standardowo niczego nie umiałem znaleźć, więc stwierdziłem, ze pojadę sam z synem na jakieś rekolekcje i tak trafiłem na stronę Tatrypomesku.pl. Niestety na wyjazd ojciec z synem się nie załapaliśmy, ale były jeszcze wolne miejsca na turnus dla mężczyzn 21+, więc się zapisałem, zapłaciłem zaliczkę i zapomniałem :).

Dzień przed wyjazdem chciałem zadzwonić, że „coś mi wypadło” i nie mogę jechać, nie ze względu na góry, bo uwielbiam chodzić po górach, szczególnie po Tatrach, ale dlatego,  że stwierdziłem, że to jest bez sensu, chodzić po górach, modlić się, ludzie będą się na mnie patrzyli jak na dziwaka.

Jak bardzo się myliłem! Chodząc po górach ani razu mi nie przeszło przez myśl, że ktoś na mnie patrzy, jak się modlę na różańcu;  byli chłopacy, z którymi można było porozmawiać i wymienić się doświadczeniami, tymi dobrymi i tymi złymi, niekoniecznie związanymi z wiarą, z Bogiem, z Kościołem.

Idąc po szlakach górskich, podziwiając widoki, wiesz że możesz podejść do każdego z chłopaków i zapytać : „jak tam”, a niespodziewanie on zaczyna z Tobą rozmawiać i dzieli się swoimi przeżyciami.

Ten czas w górach pokazał mi, że warto się otwierać na innych ludzi, a często o tym zapominamy. Każdy z nas został obdarowany jakimś talentem, ale my go zakopujemy i nie chcemy go rozwijać, bo trzeba będzie dać coś od siebie, ale dając coś od siebie drugiemu człowiekowi sprawiasz, że on nabiera pewności sienie i otwiera się na innego człowieka.

Jeśli jesteś zamknięty na innych, masz problem z nawiązaniem kontaktów, jesteś nieśmiały, koniecznie wybierz się na przygodę z Bogiem w Tatrach.

Jeśli jesteś mężem, ojcem i czujesz, że jesteś do niczego, a może czujesz pustkę, czasami przerastają Cię Twoje obowiązki, spakuj plecak, powiedz żonie, że chciałbyś naładować baterie i przyjedź do miejsca, gdzie w wolności będziesz mógł przeżywać swoją przygodę z Bogiem.

Nikt nikogo do niczego nie zmusza, sam decydujesz, jaka będzie Twoja przyszłość.


Paweł (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Chyba najlepszym świadectwem po “Tatrach Po Męsku” będzie stwierdzenie, że zrobię wszystko, aby tam być ponownie w 2019 roku. Mocne doświadczenie Boga, drugiego człowieka oraz bycia w górach działają naprawdę “oczyszczająco”. Dla mnie to był prawdziwy “reset”, który trwa i trwa. Nie wierzę w przypadki. Miałem tam być, żeby w relacji z Bogiem i drugim człowiekiem wejść na wyższy poziom. Polecam!


kleryk Marcin (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

“O inicjatywie Tatry po męsku dowiedziałem się z artykułu w jednym z numerów Gościa Niedzielnego. Wcześniej kilka moich kolegów i znajomych pytało mnie o jakieś „ciekawe i nienudne” rekolekcje, w których mogliby wziąć udział. Szukałem więc jakichś rekolekcji dla mężczyzn, bo wydaje mi się, że niestety wielu dzisiejszych mężczyzn może się czuć w Kościele obco. Wmawia się czasami, że Kościół, to miejsce głównie dla kobiet i wcale nie tych młodszych. Gdy zobaczyłem ten artykuł, to wiedziałem, że to jest to! Pan Bóg dał konkretny znak, więc zaproponowałem wyjazd moim znajomym i się udało! Przebyłem wraz z Jarkiem i Rafałem dość długą trasę „od Bałtyku po gór szczyty” i pojawiliśmy się w czwartek wieczorem u Sióstr Świętego Józefa w Kościelisku. Siostrom należą się tutaj wielkie podziękowania, bo wspaniale nas ugościły!

Nie wszystko jednak przebiegało tak łatwo… Przed przyjazdem miałem pewne obawy. Bałem się, że ten czas będzie czasem straconym i tym samym zawiodę moich przyjaciół, których przekonywałem, że będzie to piękny czas. Niestety sam w to do końca nie wierzyłem. Kolejny raz Pan Bóg pokazał mi, że za często zbyt sceptycznie podchodzę do wielu spraw i inicjatyw.

Podczas pobytu na Tatrach po męsku w sposób szczególny urzekło mnie świadectwo życia wielu uczestników – m.in. to, w jaki sposób opowiadali o swoich żonach oraz dzieciach i modlili się za nich. Mimo wielu zawodów, różnego wieku i miejsca zamieszkania itp. wszystkich łączyła troska o ten wielki skarb, który posiadają, i za który czują się odpowiedzialni.  Piękne było także to, że w tym gronie nie czułem żadnego dystansu. Z każdym można było pogadać, jak z bratem, a te rozmowy były bardzo budujące. Pan Bóg otworzył mi oczy na wiele spraw dzięki rozmowom z Tymkiem, Mirkiem oraz z Rafałem i Jarkiem, którym bardzo za nie dziękuję.

Wielkim bogactwem były wspólne modlitwy podczas Mszy Świętych i Adoracji Najświętszego Sakramentu. Pan Bóg rzeczywiście działał w nas i przez nas! I działa dalej, mimo tego, że każdy wrócił do swoich obowiązków…

Zdecydowanie ten czas nie poszedł na marne. Moją intencją była prośba o dobre rozeznanie i podjęcie ostatecznej decyzji co do mojego życiowego powołania. Zdecydowanie Pan Bóg przez te wszystkie rozmowy, modlitwę i czas spędzony w Tatrach pokazał mi, że chce, żebym był Jego kapłanem. Jeśli Pan pozwoli, to już w czerwcu będę Jego diakonem.

Bogu niech będą dzięki za tę inicjatywę, za ks. Krzysztofa Bendkowskiego, Mirka, całą ekipę Tatr po męsku, moich przyjaciół, (którzy byli tak odważni, by pojechać tam ze mną) oraz za wszystkich, których tam spotkałem i, mam nadzieję, jeszcze spotkam! Wszystkich, którzy się wahają, czy przyjechać bardzo zachęcam! Zaryzykuj, a sam przekonasz się, że było warto!”


Tomek (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Z łaski Bożej już drugi raz byłem w Tatrach i powiem  tak że jeśli ktoś chciałby przeżyć  ten czas z Bogiem którego szuka i lubi wysiłek fizyczny to ten wyjazd jest dla niego. Dodatkowo atmosfera samych mężczyzn, którzy również przeżywają lub przeżywali to co Ty sprawia, że człowiek buduje swój kręgosłup by trwać przy Bogu.


Tadeusz (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Cześć, w tym roku byłem na Tatrach dwa razy. Raz z synkiem i raz sam. Pierwotnie myślałem, że Tatry jak Tatry. Będzie fajnie, trochę się pomodlimy, trochę pochodzimy po górach. Ot taki męski wypad w góry…

tak myślałem, aż do piątku…

przyjechałem, poszliśmy w góry, w górach nas niemiłosiernie zlało – śmialiśmy się że to deszcz łaski. Śmialiśmy się nie wiedząc że prawdziwy deszcz łaski spadnie, ale wieczorem podczas uwielbienia…

A wtedy się działo. Siedziałem przed Najświętszym sakramentem i zadawałem Panu pytania, co dalej?, gdzie jestem?, jaki ma plan względem mnie?, gdzie jest i czemu go nie widzę? i wtedy muzyczni (Panowie – czapki z głów) zagrali…: “Bo góry mogą ustąpić…”…

Ja się rozpadłem, ale ze szczęścia, bo dawno nie czułem aby Jezus był tak blisko, miałem wrażenie że trzyma mnie w ramionach i mówi: “słuchaj, tą pieśń do Ciebie kieruje…”

Czy można było sobie więcej wymarzyć? – NIE, Czy można było więcej oczekiwać? – NIE, Czy Tatry po Męsku mi coś dały? – oooo TAK!!!

i za to wszystko – CHWAŁA PANU


Grzegorz (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Mój prawie 14-letni syn Dominik był najstarszym z chłopców – uczestników “Tatr po Męsku” w terminie 23-26 sierpnia. Były to dla nas intensywne dni, nie brakowało dialogu, nauki wspólnego podejmowania wysiłku, rozwiązywania problemów, refleksji, wspólnej modlitwy. Doceniamy to teraz, gdy w pogoni terminów nie ma na to tak wiele czasu.


Andrzej (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Przede wszystkim dziękuję Bogu że mogłem uczestniczyć i przeżyć te trzy dni w duchu wiary i męskim gronie. Tam potrafiłem się uspokoić duchowo, zgłębić swoją wiarę, doznać radości tej duchowej i fizycznej poznać nowych kumpli i nabrać takiej męskiej odwagi na Boga pośród otaczających mnie ludzi modląc się bez krępacji.


Mirosław (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Pokonywanie szlaków w męskim gronie na długo pozostanie w pamięci. Piękne widoki, czas spędzony na łonie natury. Dla mnie dużą wartością są konferencje prowadzone przez księdza. Ogólnie bardzo dobre połączenie wysiłku fizycznego z rozwojem duchowym. Polecam każdemu. Za rok chciałbym pojechać z synem.


Janusz (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Byłem z synem na rekolekcjach w drodze czyli Tatrach po męsku. Dzięki temu odnalazłem relację z nim. Spotkałem Boga w każdym z Was i w każdym spotykanym na szlaku w górach. Niebo jest w oczach dziecka i dziękuję Bogu za to, że przez Was zaprosił mnie z synem na spotkanie z nim w górach. Niosę nieraz pomoc ludziom w górach ale tu zrozumiałem, że nie jest to hobby, praca lecz powołanie do służenia innym ludziom, a przez to Bogu. Chwała Panu.


Paweł (uczestnik Tatry Po Męsku 2018)

Jestem szczęśliwy, że Bóg dał mi ten czas z Nim i moim synem. Był to czas kiedy byłem z synem cały dzień, bez codziennego pędu, tylko  On i ja i Pan Bóg. Mogliśmy dużo rozmawiać, wspólnie wędrować i wspólnie się modlić. Dziękuję za innych ojców z synami z którymi można było porozmawiać i wymienić się doświadczeniami. Mogłem kilka rzeczy spokojnie przemyśleć szczególnie po katechezach ks. Grzegorza (dziękuję za katechezy). Wyjazd był rekolekcjami w drodze, polecam każdemu. Dziękuję Siostrom za serce i genialne posiłki. Gratuluje organizatorom pomysłu, mam nadzieję, że to dzieło będzie się rozwijać. Dzięki Mirek. Polecam Tatry po męsku.


Paweł (uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Jadąc na wyjazd z inicjatywy “Męskie Tatry” miałem w sercu intencję i nadzieję poprawy relacji z Panem Bogiem i z moją żoną. Czułem w swoim sumieniu, że obie wymienione relacje zaniedbuje w życiu codziennym, z powodu tanich wymówek typu: Nie mam czasu, ciągle się będę tłumaczyć/spowiadać, albo co ja mogę takiego mądrego powiedzieć Panu Bogu czy mojej żonie? Dla Pana Boga miałem często czas tylko w niedziele podczas Mszy świętej. Skąpiłem Panu Bogu czasu na codzienną modlitwę lub kiedy jest ku temu okazja na rozmowę przed Najświętszym Sakramentem. Przed rozmową z żoną często uciekałem się w media: telewizję, internet powszechnie znane jako złodzieje czasu. Z czasem odkryłem że nie potrafię się już cieszyć z obecności żony, z jej słów, uśmiechu, podobnie jak z obecności Pana Boga w Najświętszym Sakramencie. Powstał też w mojej głowie “kryzys męskości”, który skutkował tym, że uciekałem przed problemami (udając że ich nie ma) i braniem odpowiedzialności za nasze małżeństwo. Wiem że mężczyzna powinien być podporą i nie powinien uciekać ale zmierzyć się z problemami. Znamienne jest zdania mojej żony, która często powtarza że: “zawsze się czegoś boję“. Istotnie często odczuwam i czuje w sercu niepokój o jutro, o nasze jutro. Stan ten jest dla mnie ciężarem. Jednak aby się zmierzyć z problemami, trzeba mieć duchową siłę i wolę walki która pochodzi od Boga. Chciałem, aby ten wyjazd nie był kolejną ucieczką ale natchnieniem i nabraniem Ducha, odzyskaniem wiary w Boga i w siebie, sens i moc sakramentu małżeństwa na kolejne, daj Boże lata naszego życia. Dlatego ogromną radość w sercu sprawiła mi możliwość uczestnictwa w porannej Mszy świętej o godz. 7:00 w Sanktuarium na Krzeptówkach. Czułem po Mszy świętej pewność, że wychodzimy w Tatry z Bożym Błogosławieństwem. Każdy z nas mógł dać świadectwo swojej wiary, publicznie, wspólnie się modląc na Tatrzańskich szlakach Różańcem lub Koronką do Bożego Miłosierdzia. Samo napisanie świadectwa było dla mnie też dylematem z serii: czy warto czy nie warto to pisać? Największą dumę czułem odmawiając wspólnie z chłopakami Koronkę do Bożego Miłosierdzia na szczycie Giewontu! Cieszyłem się, że mogliśmy podziękować Panu Bogu za Jego obecność i opiekę przed Najświętszym Sakramentem podczas Wieczorów Uwielbienia. Każdy z nas przecież konkretne intencje i potrzeby serca. Mogłem też zachwycić się pięknem przyrody i na nowo uświadomić sobie, że można Pana Boga spotkać w Jego dziełach, promieniach słońca, szumie górskiego potoku… Zatęskniłem też za żoną i zapragnąłem, aby ze mną mogła zachwycić się tym samym pięknem przyrody, doceniając też na nowo jakie piękno mam obok siebie. Dziękuję za tą inicjatywę i mam nadzieję że z Bożym Błogosławieństwem będzie się nadal rozwijać.


Piotr (uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Tatry Po Męsku 2017 były moim pierwszym wyjazdem tego typu. Cieszę się mogłem uczestniczyć we wspólnej wędrówce oraz modlitwie z tak wspaniałymi ludźmi. Był to dla mnie czas, w którym mogłem przemyśleć sporo spraw duchowych oraz porządnie się zmęczyć. Z chęcią, jeżeli Bóg da, wezmę udział w kolejnych edycjach. Niech Pan Bóg błogosławi Mirkowi, aby wytrwał tej formie głoszenia dobrej nowiny.


Marek (uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Drugi raz brałem udział w rekolekcjach pod tytułem TATRY PO MĘSKU. Jest to dla mnie wspaniały czas. Chodzić po górach modlić się i śpiewać jak JAN PAWEŁ DRUGI. Z trzydziestoma świetnymi facetami dawać świadectwo swoją postawą i jednocześnie budować i wzmacniać swoją wiarę i miłość do PANA. Polecam z całego serca ( nie pożałujesz ) !


Zbyszek (uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

We wrześniu miałem ZASZCZYT uczestniczyć w wyjeździe “Tatry po męsku”, był to mój drugi wyjazd i jak Pan Bóg pozwoli to nie ostatni. Wiele miałem wątpliwości zarówno jadąc pierwszy raz jak i drugi. Pierwszy raz jechałem sam. Mieszkam na Dolnym Śląsku i miałem do pokonania kawałek drogi. Bałem się jak mnie przyjmą inni uczestnicy, ale o dziwo wszyscy byli mili życzliwi z tą samą pasją. Nigdy nie przeżyłem tak wspaniałej przygody duchowej i fizycznej. Spotkanie z Jezusem, modlitwa szczególnie w górach, gdzie ludzie różnie się patrzyli, jedni przyłączali się inni spuszczali głowy przechodząc obok. Przy naszej modlitwie wszystkie gwary, szmery i głośne rozmowy cichły. Konferencje wspaniałego ks. Bogdana, wieczór uwielbienia, ciężko wymieniać wszystko…. tyle radości, pogody ducha. Drugi raz biegłem dosłownie jak do domu Mamy, której długo nie widziałem. Radość ze spotkania wszystkich uczestników i relacje między nami bez żadnych oporów jak byśmy się znali od lat, jedni bracia w wierze, uczenie się pokory i posłuszeństwa, przyjęcie tego co jest planowane nie raz” z marszu” …. dziękuję wszystkim uczestnikom za atmosferę, rozmowy rady. Dzięki Mirku za pomysł jesteś wielki i wszystkim którzy ci pomagali.


Kuba (uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Jakiś czas temu miałem okazję poznać wspaniałego kapłana, człowieka pełnego pasji, który podczas rozmów i kazań podkreślał rolę podejmowania wyzwań w życiu mężczyzny. Z takim właśnie nastawieniem zdecydowałem się na ten wyjazd.

Tuż przed nim pojawiły się jednak pewne wątpliwości, które nasiliły się podczas górskiej wędrówki. Mimo, że nie było to moje pierwsze podejście na ten szczyt, mimo, że zdarzało mi się już wcześniej chodzić trasami trudniejszymi, to połączenie trochę gorszej kondycji fizycznej tego lata, niewyspania i (głównie) blokady psychicznej spowodowało, że chwilami naprawdę zastanawiałem się, czy nie powinienem się wycofać. I właśnie w tym miejscu Pan Bóg postanowił odrobić ze mną ważną lekcję 🙂

Od jakiegoś czasu czułem, co zresztą zauważali też moi znajomi, że zrobiłem się trochę “nadwrażliwy”, szukałem wymówek, żeby uniknąć wzięcia się do roboty i narzekałem, kiedy tylko pojawiały się problemy. Od ważnych zadań zdarzało mi się uciekać w świat wirtualny, zrezygnowałem z pracy, w której sobie nie radziłem, kiedy trzeba było po prostu nie panikować i dać sobie więcej czasu na wdrożenie. Cała ta wycieczka w góry była doskonałym symbolem tego, co się działo – tego, że bardziej zwracałem uwagę na to, co może pójść nie tak, szukając wymówek, żeby zrezygnować. Tymczasem Pan Bóg konsekwentnie dawał mi do zrozumienia, że z “Jego strony” wszystko jest w porządku, że nie zabraknie mi ani sił, ani zdolności, ani łaski, a brakuje jedynie zaufania i mojego zdecydowanego działania. I tym właśnie było dla mnie wejście na szczyt – lekcją praktycznego zaufania; nie deklaratywnego, ale takiego, w którym Pan Bóg mówi jasno i wyraźnie “Ja Jestem”, ale jednocześnie nie zabiera w cudowny sposób zmęczenia, niewyspania, bólu nóg i kryzysów na szlaku. Że owszem, może to zrobić, ale w mojej sytuacji więcej się nauczę, jeśli zwyczajnie zacisnę zęby i pomimo tego wszystkiego, co wcale nie jest przyjemne, wejdę tam, gdzie mam wejść i zrobię to, co wiem, że powinienem zrobić. To jest droga, do której czuję się wezwany, a którą ten wyjazd pomógł mi zrozumieć w praktycznych okolicznościach – żeby żyć według słów św. Ignacego: “Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła”. A to, że w pełni udało mi się zrealizować plan wycieczki, wejść, zejść i zachować nawet trochę sił na wieczór, zamiast paść ze zmęczenia, utwierdziło mnie w przekonaniu, że DA SIĘ.

Oczywiście, podobne lekcje odrabia się najlepiej właśnie w takim klimacie, jakiego można doświadczyć podczas “Tatr po męsku” – wspaniali ludzie, wzajemna motywacja, wspólna modlitwa, życzliwość ludzi spotykanych na szlaku i sióstr w naszej bazie wypadowej, głośne, wesołe rozmowy przy herbacie i cisza kaplicy po powrocie z gór. Jeżeli czujesz, że ciebie też serce wzywa do tego wyjazdu – serdecznie polecam!


Michał (uczestnik Tatry Po Męsku 2017, student Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego)

Sierpniowy wyjazd “Tatry po męsku” zapamiętam na zawsze. Byłem zapisany pół roku wcześniej i czułem gdzieś głęboko w sercu, że to będzie czas, kiedy moje życie się zmieni. Właśnie dzięki temu uczuciu, nie zrezygnowałem z niego, kiedy nie chcieli mnie puścić w pracy. Byłem gotowy nawet się zwolnić, żeby tam jechać, chociaż nie miałem pojęcia, co mnie czeka. Udało się. Wyjechałem. Moje życie się odmieniło. Usłyszałem Pana Boga, zrozumiałem, czego ode mnie chce. Modliłem się za nasz kraj, władze, rodziny i wszystkich potrzebujących. Miałem możliwość zaprezentować Chrystusa oraz Jana Pawła II w górach. Niesamowity, fantastyczny czas w gronie prawdziwych mężczyzn. Mam nadzieję, że kiedyś uda się ściągnąć więcej mężczyzn z Warszawy.


Adam (uczestnik Tatry Po Męsku 2017)

Wyprawa w góry podczas akcji TATRY PO MĘSKU to dla mnie coś niezwykłego. Nigdy nie sądziłem, że uda mi się zobaczyć góry, co najważniejsze zdobyć jakiś szczyt. Nie byłem w górach w swoim życiu. To był mój pierwszy raz. Przejechałem dosłownie całą Polskę, by przeżyć te wspaniałą przygodę. Jestem osobą niepełnosprawną ale też taką, która chce łamać stereotyp, że osoby niepełnosprawne nic nie mogą. To nieprawda. Jeżeli człowiek czegoś bardzo chce to może spełniać swoje marzenia. Ja jestem tego dobrym przykładem. Było ciężko, nie ukrywam, ale dzięki ludziom, tej całej atmosferze zapomniałem o swojej niepełnosprawności i pokonałem to, co zawsze wydawało mi się niemożliwe. Zdobyłem Sarnią Skałę. To szczyt o wysokości 1377 m n.p.m. dla niektórych to może być łatwy szczyt do zdobycia, dla mnie nie był. Udało się na niego wdrapać. Droga ciężka, wyboista, śliska. Nie przeszkodziło mi to. Miałem dość pod sam koniec ale wszedłem. A tam relaks po ciężkiej wyprawie. Kiedy już zszedłem gratulowali mi moi współtowarzysze. Nikt nie myślał, że jestem niepełnosprawny. Zamierzam jeszcze kiedyś wziąć udział w tej inicjatywie. Dzięki temu nadal można pokazywać ludziom, że jeżeli się chce to można wszystko zrobić.

Nie bójcie się mówić ludziom o swoich problemach, o swoich marzeniach. Są ludzie, którzy wam pomogą. Trzeba w to uwierzyć. Co najważniejsze trzeba uwierzyć w samego siebie.


Mirek (inicjator Tatr Po Męsku)

Mam na imię Mirek, jestem żonaty, mam dwie córki, mieszkam w Wodzisławiu Śląskim. Chcę podzielić się z Wami świadectwem jak dzięki modlitwie wspólnoty „Głos na pustyni” powstawała nowa Boża inicjatywa ,,Tatry po Męsku”.

W roku 2012 zostałem poproszony żeby zorganizować męską wyprawę w Tatry. We wrześniu 2013 r. zrealizowałem plan i podjąłem się organizacji tego wyjazdu. W górach przyszła myśl, żeby się pomodlić na różańcu, tak publicznie, przy turystach. Widzieliśmy zdziwienie wielu ludzi. Robili nam zdjęcia i widać było, że odbiór jest bardzo pozytywny. Na drugi dzień podczas niedzielnej Mszy św. kazanie mówił ks. Piotr Pawlukiewicz. Usłyszeliśmy wtedy takie słowa ,,I gdzie są ci mężczyźni, którzy jak Jan Paweł II chodzą z różańcem w ręku po górach i się modlą”. Czułem mocno to wezwanie.

W roku 2014 pojechało nas trzynastu mężczyzn. Przy zapisach nie zależało mi na tym, żeby Ci, którzy pojadą w Tatry byli koniecznie „blisko Boga”, ale by byli też tacy, którzy stracili Go z oczu. To był dobry czas dla tych ludzi.

W kolejnym 2015 roku też szykowaliśmy wyjazd w góry. W maju byłem uczestnikiem na Kongresie Nowej Ewangelizacji, jednak zanim tam pojechałem poprosiłem mojego ks. proboszcza o błogosławieństwo. Chwilę porozmawialiśmy na temat wyjazdów w Tatry. Prosiłem o ogłoszenie tej inicjatywy w parafii. Bóg miał jednak inny plan. Ksiądz odmówił i zaproponował żebym uzyskał zgodę z kurii diecezjalnej. Wszystko zawierzyłem Jezusowi. Posłusznie przyjąłem to do wiadomości i tak trochę przez przypadek 😉 już na drugi dzień rozmawiałem z ks. biskupem Grzegorzem Rysiem . Opowiedziałem jak powstawała ta inicjatywa w Tatrach. Ks. biskup wtedy powiedział ,, A wiesz ty chłopie, że dwa lata temu ze wspólnotą „Głos Na Pustyni” modliliśmy się o dzieło Jana Pawła II w Tatrach? ”. Biskup Ryś pobłogosławił temu dziełu i mnie w tej inicjatywie. Czułem jak rosną mi skrzydła do pracy z JEZUSEM :-D. Zaproponował żebym poprosił o zgodę w mojej diecezji (katowicka) ks. biskupa Adama Wodarczyka. Tak się też stało. Biskup Adam wyraził zgodę i z radością pobłogosławił tej inicjatywie.

Do współpracy poprosiłem też ks. Bogdana Kanię. Jest on moderatorem ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Katowickiej oraz rektorem kaplicy św. Barbary przy Silesia City Center w Katowicach. Zgodził się zostać naszym duchowym przewodnikiem.

Modlitwa wspólnoty „Głos na pustyni” dotyka Serca Boga, a Bóg dzięki tej modlitwie dotyka swoim Miłosierdziem serc wielu ludzi. Dziękuję Jezusowi za Was i za Waszą wspólnotę, dzięki której zrodziła się ta inicjatywa ewangelizacyjna.


Jarek

Wszystko zaczęło się w zeszłym roku. Moi dwaj bracia pojechali na wrześniowe „Tatry po męsku” i postanowiłem sobie, że za rok ja również pojadę.

Kończyły się tegoroczne wakacje, zbliżał się wrzesień, jednak starszy brat nic nie wspominał o wyjeździe. Okazało się, że nie planował uczestniczyć w „Tatrach…”, ale obiecał, że skontaktuje się z Mirkiem (organizatorem) i podpyta, czy są jeszcze jakieś wolne miejsca. Niestety lista była już pełna i zostaliśmy wpisani na rezerwową. Ale poczułem wtedy, że jeśli mam tam jechać, to miejsce na pewno się znajdzie. Parę dni później okazało się, że jest miejsce dla jednej osoby, jednak ja nie byłem zdecydowany, żeby pojechać samemu z grupą obcych mi osób i na to jedno wolne miejsce wpisał się mój brat. Ale Panu Bogu chyba zależało, żebym tam pojechał i na dwa tygodnie przed wyjazdem okazało się, że i dla mnie jest miejsce. Jednak moje wyobrażenia były inne, myślałem, że jest to po prostu męski wypad w góry, nie wiedziałem, że będą organizowane wieczory modlitewne (od zawsze jakoś unikałem tego typu „spotkań”, uważałem, że to nie dla mnie). Ale dobrze na tym wyszedłem…

Po sobotnim wieczorze uwielbienia zostaliśmy w jadalni w małym gronie i wtedy Mirek powiedział mi, że jeśli nie chcę, to nie muszę mówić, ale on wie, że mocno poruszyła mnie modlitwa, że się wzruszyłem…i że to jeszcze nie koniec (wszak przed nami była jeszcze niedzielna Eucharystia i czas świadectw). Miał rację, poczułem podczas modlitwy, że mam mieć jakiś czynny udział w życiu Kościoła (Wspólnoty), ale nie mam pojęcia jaki…Doświadczyłem również, że Pan Jezus uzdrawia mnie z mojego nałogu i oczyszcza moje serce. Następnego dnia po Mszy Świętej wsłuchiwałem się w świadectwa innych, jednak nie miałem odwagi opowiedzieć o moim sobotnim przeżyciu.

Przed samym wyjazdem podszedł do mnie Mirek aby porozmawiać. Powiedział mi, abym nie zostawił tego, co wczoraj przeżyłem, samemu sobie, że Jezus mnie zaprasza. Mam nie odrzucać tego zaproszenia i we wspólnocie świadczyć o Jezusie. Ja zawsze jednak omijałem wszelkiego rodzaju wspólnoty/spotkania/rekolekcje, gdyż nie przepadam za wystąpieniami publicznymi a obawiałem się, że tego rodzaju spotkania wymagają „czynnego” udziału w dyskusjach. Mirek jednak przekonał mnie, że moje świadectwo może być naprawdę „MOCNE”. Powiedział mi również, że radość i wzruszenie jakie czuję są znakami Ducha Świętego, który jest we mnie i mam się nie bać głosić Ewangelię.

Jestem osobą wierzącą, uczestniczę co niedzielę we Mszy Świętej, przyjmuję sakramenty, codziennie modlimy się wspólnie z całą rodziną, jednak dopiero ten wyjazd ożywił na nowo moją wiarę. Każdego dnia znajduję czas na lekturę Pisma Świętego. Poczułem również, że powinienem założyć z powrotem szkaplerz sukienny, który jakiś czas temu wymieniłem na wygodniejszy medalik szkaplerzny.

Tydzień po naszym wyjeździe w Tatry uczestniczyłem w Wieczorze Uwielbienia, na który zaprosił nas jeden z uczestników „Tatr po męsku”. I tam ponownie usłyszałem słowa, abym nie bał się świadczyć innym o Panu Bogu. I to upewniło mnie, że ma powstać to świadectwo, które teraz czytasz…